czwartek, 26 września 2013

Rozdział 15



Kochani! Wiem, długo zwlekałam, odkładałam na później pisanie, ale cóż, wiele rzeczy napotykałam na drodzę, i jakoś nie było kiedy gdzie, i tak dalej. Ale mam nadzieje,że powracam z nową dawką energii ,pomysłów, i waszym zadowoleniem. Miłego czytania ! 







Zatrzymali się przed gmachem wielkiego domu. Jedno okno miało wybitą szybę, a oprócz tego płot był lekko zardzewiały. Jednak kondygnacja stała , silnie przytwierdzona do ziemi.
-Będziesz, mnie jeszcze potrzebować ? –Zza pleców usłyszałem męski głos
-Chyba jakoś sobie poradzę. Dzięki

Wszedłem, bez większych problemów do domu. Wszystko stało na swoim miejscu od ostatniego incydentu? Wypadu ? ciężko nazwać co to było ;
 Błądziłem, nie wiedziałem co gdzie jest, jednak  coś mi poopowiadało żeby w wejść na górę.
 Bałem się, tak strasznie się bałem! 
Ale , co zrobić kiedy serce podpowiada ci co innego a rozum co innego?
 Powoli stawiałem kroki na skrzypiących od mojego ciężaru schodach, przy ostatnim schodku spojrzałem się przed siebie. Po lewej był otwarty pokój, z miejsca  gdzie stałem widać było łóżko z pościelą tak czarną, niczym pustka którą miałem w głowie a po prawej…zamknięte drzwi.     
Po chwili złapałem z klamkę i drzwi  się otworzyły. W pokoju uwagę przykuwały wyblakłe ściany,  zamokła  poduszka  ,i otwarte  na roścież okno.   
Nie wydawało mi się to dziwne, rzuciłem się na łóżko, przez moje ciało przeszedł dreszcz. Włosy leciutko dotykały mokrej tkaniny, a koszulka podwinęła się w połowie przy skoku. Podłożyłem ręce pod głowę, zmrużyłem lekko oczy, i niczym przez mgłę obserwowałem pękniętą ścianę. Miałem czas, nikt się nie obrazi jeśli całkowicie zamknę oczy.
Leciutko powieki odsłaniały ciemności, zrzucały czarną kotarę niczym zły sen. 
W pokoju było ponuro, tak jak i za oknem. Podniosłem głowę, moja koszulka była mokra, moje ciało przyzwyczaiło się , chciałem znów zamknąć oczy , nie wracać do rzeczywistości jednak nie mogłem ponownie zasnąć, wstając z łóżka oparłem cały ciężar ciała 
 na rękach , skierowałem się ku światłu
 Jednak po naciśnięciu pokój się nie rozjaśnił , nadal było ciemno, a ja znajdowałem się  w domu który mnie znał, tylko że ja nie znałem jego.
Zrobiłem krok w tył, powoli próbowałem zlokalizować jakikolwiek mebel, z początku czułem tylko nicość , nagle jakby ktoś mnie nakierował poczułem kant regału. 
Dotykałem ,czułem stare drewno ,bardzo wiekowe. Otworzyłem  powoli każdą szufladę w poszukiwaniu świec, latarki bądź zapałek. W ostatniej , znalazłem nie tylko mój cel, były tam też inne mnie publiczne sprawy. Wyjąłem białą świece z pudełka pełnej innych, takich samych. Były tam też zapałki .Czyżby moja siostra lubiła zapach palonych świec ? Niestety nie mam pojęcia, co za paradoks .
Delikatnie pociągnąłem zapałką po pudełku, ogień rozświetlił pokój był taki pewny siebie zupełnie nie tak jak ja. Zapaloną świece trzymałem w ręku, oświetlając wnętrze szuflady. 
Z początku wszystko wyglądało bez zarzutu. Jakiś notatnik ,parę ołówków świece , smycz, stary portfel, grosz. 
Jednak moją uwagę przykuła wstążka wystająca z pod dna szuflady. Pociągnąłem ku górze, moim oczom ukazała się skrytka , która otworzyła nowe ,możliwości, nowe ślady, nie spodziewałem się , jak jedna wstążka może obrócić bieg wydarzeń.
 Pod jedwabną chustą leżał gruby zeszyt , wyglądał jakby z każdą zapisaną kartką pojawiała się następna i tak w nie skończoność, czyżby omamy ? Podnosząc lewą ręką zeszyt ku mojemu zaskoczeniu znalazłem kopertę. Czy moja siostra skrywała więcej tajemnicy niż ja sam ? A sądziłem ,że to nie możliwe.

„Drogi pamiętniku…już dłużej nie mogę, muszę to powiedzieć… Zakochałam się" 





sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 14

Rafał chodził energicznie po mieszkaniu. 
Złapał rękami swoje włosy, jakby chciał je wyrwać. Łzy pociekły mu po policzkach. Szloch rozniósł się po ścianach. 
Podniósł się, poprawił włosy , wziął dwa głębokie wdechy i zaczął otwierać po kolei wszystkie szafki, i szuflady w poszukiwaniu kartki.
Chłopak wyjął ją  z błękitnego  brulionu, wziął do ręki długopis i zaczął od słów :

Mama około 20 wyszła z domu, jest druga w nocy a jej nadal nie ma. Najpierw siostra teraz matka. Co ja mam robić ?Jestem w obłędzie. Szaleje, moja pusta głowa szaleje. Nic nie pamiętam, czuje tylko smutek żal, że nie ma jej koło mnie. Że nikogo nie ma koło mnie.  
…Postanowiłem zacząć pisać pamiętnik. Żeby , nie móc już zapomnieć. Zaraz a może, ja już wcześniej coś takiego prowadziłem? Przecież , nie można tego wykluczyć. Tylko, że gdzie ja mam tego szukać.  Zacząłem od regału. Ale tam były tylko płyty CD i DVD , para skarpetek, breloczek, trochę szkolnych zeszytów, słownik i coś w stylu jeden wielki bałagan.
W regale nie było , pod poduszką też Nie (tak mi się jakoś skojarzyło ,zwykle chowa się tam gdzie jest trudno znaleźć ,ale łóżko to takie miejsce osobiste).
Nie, to nie ma sensu. Jak ja nawet nie wiem gdzie leżą moje książki, pieniądze, kosmetyki i inne osobiste pierdoły, to jak mam znaleźć coś czego nawet nie wiem czy posiadam.
Ni e mogę się tu skupić. Czuje się w tym mieszkaniu obco. Nie dobrze mi tu. Potrzebuje miejsca, które znałem, które ma jakieś wspomnienia, których nie pamiętam.
Miranda mówiła ,że znalazła mnie w jakimś domu. Ale ja nie wiem gdzie to jest.

Co ja mam robić ?-zaczął chaotycznie myśleć chłopak.
Zaraz, gdzie jest mój telefon. Mam, on musi wiedzieć gdzie to jest.

-Halo? –w słuchawce było słychać znany głos.
-Cześć… - ta niesforna cisza.
-Rafał ? Co się stało ? Miranda się odezwała ? –odrzekł głos po drugiej stronie.
-Stary, potrzebuje abyś zawiózł mnie w jedno miejsce.
-Ale gdzie ?
-Tam gdzie mnie znaleźliście, tam gdzie wszystko się zaczęło.
-jesteś tego pewien ?
-Tak.-odparł pewnie Rafał
- Będę za 20 minut. Wsiądziesz na motor ?
-A wsiadałem ...no wiesz wcześniej ? –zapytał niepewne chłopak
-Wsiadałeś. Ty masz nawet prawko.
-Fajnie wiedzieć. – lekki uśmiech zagościł na twarzy Rafała.- dzięki, przyjacielu.
-hm. Chyba na to nie zasługuje.
-Czekam przed domem.
Tu sygnał się urwał.

Chwilę później Rafał jechał na motorze, tak jak kiedyś jechała na nim Miranda…

środa, 19 czerwca 2013

Rozdział 13

Między Warszawą a Wrocławiem  

Siedziałam przy oknie, drzewa mijały inne drzewa. Chmury mijały wcześniejsze chmury, wszystko przemijało a ja, ciągle  stałam w miejscu. W mojej głowie myśli mijały inne myśli. Kręciło mi się w głowie. Czułam mdłości. Nic od paru dni nie jadłam. Nie byłam   w stanie. Nawet makijaż na twarzy nie sprawiał przyjemności, wszystko wydawało się szare i bez  wyrazu. Jakbym się wypaliła. Jakby wszystko w co wierzyłam, co sądziłam i co zbudowałam przez te 17 lat, nagle prysło. Czy tak ma wyglądać wchodzenie w dorosłość ? To ja z całą stanowczością nie polecam.
-Przepraszam , kawę ,herbatę ,ciastko, a może sok ?
-Nie dziękuje
-A może jednak ?
-Powiedziałam nie i koniec, proszę się ode mnie odczepić, cholera jasna ! – wstałam , trzasnęłam drzwiami od wagonu, zamykając tym samym sprzedawczyni przed nosem, i poszłam , jak najdalej od tego głupiego przedziału.
Po godzinie, kiedy dojeżdżałam już do Wrocławia, wróciłam po swoje rzeczy, a resztę czasu przesiedziałam na podłodze w holu.
Z wagonów zaczęły wylewać Się tłumy ludzi, dziewczyna z rozmazanym od łez makijażem, zwiewnej sukience, a za nią mężczyzna ciągnący jej walizkę. Po chwili stanęli naprzeciw siebie, rzucili w ramiona, całus na do widzenia i wcześniej wspominany chłopak wskoczył do wagonu, tym samym wejściem, którym przed chwilą wychodzili razem. Ona targając za sobą walizkę, smarkała w jednorazową chusteczkę higieniczną.
Po drugiej stronie peronu,  z okna wymachiwał mężczyzna w średnim wieku –zapewne żołnierz bo jego nakrycie głowy przypominało jak te  z wojska, a kurtka w moro mówiła sama za siebie. Równolegle do mnie stała kobieta, dobrze ubrana, z torebką firmy 'Tommy hilfiger'  ,trzymała za rękę około 3 letnią dziewczynkę w różowej kloszowanej sukience  z zaplecionymi dwoma warkoczami, zawiązanymi różowymi wstążkami. Kobieta machała do żołnierza a  on z łzami w oczach jej odmachiwał.
Z boku stała  dziewczyna oparta o ścianę przyjmowała całusy chłopaka. Podkurczyła jedną nogę dla lepszego efektu, a on nie patrząc na nią a na jej dekolt starał się wynagrodzić rozłąkę, pewnie długą…
A ja? Ja siedziałam sama na peronie 3 na dworcu we Wrocławiu. Obserwowałam tych wszystkich ludzi i szukałam w nich cierpienia, większego od mojego, Ale nie znalazłam.
-Wszystko w porządku ? Dobrze się czujesz, Rafał ?
- Chyba tak, ale to wszystko jest takie nowe, nie znane .
-Nie  wiem co mam ci odpowiedzieć. A może coś ci się nie podoba ? Chciałbyś coś zmienić w tym pokoju ?
-W sumie tak, ale chciałbym zmienić coś z Mirandą – Rafał usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Mamo ?
-Tak ?
-Zawiadommy Policję. Szukajmy jej, ja naprawdę chcę ją znaleźć. Chciałbym ją przeprosić.
-wiem, zawiadomimy, poczekajmy jeszcze dzień. –odrzekła Mama
-Dobrze. Chyba pójdę na spacer
-Ale , przecież ty nic nie pamiętasz, zgubisz się
-Mamo, dam radę, mimo mojego kalectwa umysłowego.-tu już nie dokończył ,bo wtrąciła się mama.
-Przestań! Nie mów tak.
- Ale taka jest prawda, tak więc mimo mojego kalectwa psychicznego, umiem czytać informacje ,a drogę z domu do szpitala już trochę poznałem. Lecę - Rafał wstał powolnym ruchem z łóżka włożył portfel do tylniej kieszeni, telefon w przednią, i ruszył na wielką przygodę. Tak naprawdę, bardzo chciał iśc na zakupy. Kompletnie nie przypadły mu do gustu ubrania które były w jego szafie, a które jak twierdziła mama kiedyś ubóstwiał.
Wcześniej poszperał trochę w Internecie i znalazł parę  sklepów które zechciał odwiedzić.
Po paru godzinach mama,dobijała się do telefonu, pewnie obstawiając najgorsze, dlatego z torbami pełnymi ciuchów  kierował się w stronę domu.
Po przekręceniu w drzwiach zamku, drzwi gwałtownie się otworzyły, a na korytarz wybiegła mama z zapłakanymi oczami i  telefonem w ręku.
-Gdzieś ty był ! Dwie godziny , spacerujesz ? Przecież ja tu nerwy tracę .
-Mamo ja mam 19 lat , jestem dorosły i nie wydaje mi się, żebyśmy się umawiali na jakiekolwiek pilnowanie mnie
-Ale straciłeś  pamięć!
-Mamo, wierz mi naprawdę pamiętam, to jedyny pewny fakt który zapadł mi tam gdzieś.
-A gdzieś ty w ogóle był,, i co to za torby papierowe które trzymasz w rękach.
Rafał z melancholijnym spokojem w głosie odpowiedział- na zakupach.
-Ale po co ? Na miłość boską .Masz całą szafę ciuchów.
-Ale ich nie lubię , nie chce ich. –Chłopak położył torby na kanapie, otworzył swoją szafę, i zaczął wyrzucać za siebie  zbędne koszulki, rozszerzane spodnie, bluzę ,która kompletnie jej nie przypominała, i jeszcze dwie pary spodni jedne trzy/czwarte obcięte na wysokości kolana też odrzucił do tyłu –Od razu lepiej.
-Mamma mija. Co ty wyprawiasz, to są ubrania które nosiłeś.
-Mamo, to co było wtedy, tego nie ma. Ja nie wiem co ja wtedy lubiłem, wiem co teraz mi się podoba i są to te ubrania – wskazał na papierowe torby.
-Zwariowałeś- Chłopak spojrzał na matkę, zastanawiając się co należy teraz powiedzieć. – Mamo, usiądź. Słuchaj, ja nie wiem jakie były nasze relacje wcześniej –Wiesz jakie były, bardzo napięte- stwierdziła niechętnie Anna . -nie przerywaj, ale nie chce aby one się popsuły. A na pewno nie dam sobą rządzić ani kontrolować. Jestem na tyle dorosły, i tu nie ma żadnego wpływu czy straciłem pamięć  , ani to co działo się przez ostatnie miesiące. Teraz jest tu , i bardzo Cię proszę, staraj się akceptowa moje skromne zdanie. Dobrze ?-Pani Koch wstała z krzesła zatrzasnęła drzwi, uciekając do innego pokoju.
- Mamo ,poczekaj czy możemy nie zachowywać się jak dzieci ?
-Jak możesz mi to robić ?-rzekła chlipiąc matka dwójki dzieci
-Ale co ? Mamo , ja cię kompletnie nie rozumiem. Pamiętasz jak mówiłaś, że żałujesz tego jak wcześniej się zachowywałaś ,a teraz robisz to z powrotem.
-Nie wiesz jak się zachowywałam.,a może ty tak naprawdę wszystko pamiętasz, ale tak było ci łatwiej co ? Udawać ,że zapomniałeś.
-Jak możesz ? Ty się lecz. Jesteś straszną egoistką. Dlaczego nie umiesz pracować nad sobą ?
-Ta rozmowa do niczego nie prowadzi

-Zdecydowanie –odparł syn.

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 12

Uwaga, pociąg z Warszawy do Wrocławia, opóźni się o 12 minut. Pociąg zatrzyma się przy peronie 3.
********************************************************************************

-Przepraszam , Panie doktorze? 
-Tak ? –odpowiedział ordynator szpitala w Warszawie
-O której mogę  zabrać syna do domu ? Miał pan sprawdzic jego ostatnie wyniki, i mi powiedzieć…-Zapytała ,kobieta w średnim wieku ,o kasztanowych włosach.
-Tak, tak pamiętam.. Proszę udać się do recepcji po wypis. A za dwa dni zapraszam na wizytę z psychiatrą
-Bardzo panu dziękuje – Biegnę do syna. –Lekarz posłał zawadiacki uśmiech, i pognał do własnych obowiązków.

Chwile później

-Cześć kochanie , zaraz pędzę po twój wypis ,  wracamy do domu. –zapowiedziała kasztanowa kobieta.
-To super, chodź nie wiem jak się odnajdę w twoich domowych obiadkach , haha
-Przestań ! Nawet nie żartuj – Matka rzuciła w syna poduszką, oboje z uśmiechami na twarzy, zwrócili się w stronę recepcji.
-Rafał Koch-Dziękuje bardzo. Chodź syneczku , do domku.
-Mamo wiesz, że tego nie lubię.
Matka objęła ramie syna , uśmiechając się oczami wzruszenia.
-Mamo…mam pytanie, tylko obiecaj,że mi odpowiesz.
-Cicho, naprawdę nie wiem .



Szedłem z mamą ramię  w ramię, i chodź cieszyłem się jak małe  dziecko, że ten koszmar się już skończył, to nie mogłem odepchnąć od siebie myśli, że jej tu nie ma. Z jednej strony to moja wina, to ja  nawaliłem na całej linii ,  i nie dałem jej szansy poznać prawdy, ale z drugiej ? Zachowuje się dziecinnie, chociaż, nie mam pewności, jak zachowywała się wcześniej. Może od zawsze taka była, rozstrojona, egoistka. Nie wiem, nie mam żadnego porównania bo nic nie pamiętam.
-Rafał?? O czym rozmyślasz ?
-O niczym mamo, o niczym.

-Przecież widzę.-odrzekła Anna

-Ciągle rozpatruje , kto poniósł winę w naszym konflikcie, moim i Mirandy.

-Na to pytanie możesz odpowiedzieć tylko ty i twoja siostra. Wiesz, to co się wydarzyło tamtego dnia, wiele nas wszystkich nauczyło. Ja już wyciągnęłam wnioski. Dopiero targnięcie na życie syna, pokazało mi moje zaniedbywanie rodziny. Kiedy wracałam do pustego domu, kiedy ty byłeś w szpitalnej Sali , a Miranda znikała nie wiadomo gdzie, poczułam ,że popełniłam błąd, ale nie w wychowaniu Ciebie, ale w ustalaniu  celów w życiu, w układaniu tego życia. 
Może Miranda potrzebuje więcej czasu. Nie masz wpływu na jej zachowanie, tylko ona może wziąć sprawy  w swoje ręce i coś zmienić , nikt inny.
-Wiem, ale każde nasze czyny poprzedzają inne. To ,że ja połknąłem wtedy te tabletki…skłoniło mnie do tego wcześniejsza sytuacja, wcześniejsze decyzje, wybory, emocje. To , że Miranda uciekła, też nie wniknęło z jej zachcianek. Coś ją do tego skłoniło. Obawiam się, niemal jestem pewny że chodzi o mnie.
-Rafał, twoja siostra zawsze była bardzo odpowiedzialną dziewczyną. Oboje zresztą byliście. Ty byłeś bardziej opanowany, zamiast imprezy wolałeś posiedzieć w domu, i poczytać losową książkę. Chociaż Miranda, ona nie wiem skąd ale zawsze znała odpowiedzi na wiele pytań. Zawsze wiedziała co powiedzieć. Miała własne zdanie , ale nie wywyższała się nad innymi. Kiedy byłam w domu, Ona nigdy nie była sama, zawsze ktoś u niej był. Zwykle z zapłakanymi oczami, a ona wtedy poklepywała go po ramieniu i mówiła „będzie lepiej kiedyś „ nie wiem skąd ona brała tyle siły, naprawdę nie mam pojęcia.
-Mamo, dlaczego mówisz „miała „ ?? –odparł zmieszany chłopak

-Nie wiem, tak mi się powiedziało – wymienili dwuznaczne spojrzenia i ruszyli dalej do domu. 

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział 11

Mama stanęła w drzwiach. Ręce splotła ,jej szklane oczy patrzyły się w sufit. Staliśmy wszyscy, czekając na czyjś ruch….najbardziej na ruch Rafała. Wolnym krokiem mama wyminęła mnie, i podeszła do szpitalnego łóżka. Dotknęła jego dłoni. Ale on patrzył się tylko pustymi oczami na czubek jej głowy.
-Dlaczego on nam to zrobił! Dlaczego! Jesteś tchórzem słyszysz ! Wy wszyscy jesteście! Przecież miał mnie, dlaczego wybrał śmierć! Zostaw go! On chce być sam nie widzisz woli gapić się w ścianę zamiast w nas.
-Mirando nie mów tak. To twój brat
-Nie mamo. To już nie jest mój brat. To obcy człowiek, teraz już obcy.
Skręcałam krętymi korytarzami szukając wyjścia. Szłam wyprostowana, bez żadnego wyrazu, poczułam się obojętna na wszystko. Nic już się nie liczyło, Rusti razem ze swoją pamięcią zabrał wszystko co miałam. Nic dla mnie nie zostawił .
Stałam na środku placu znajdującego się przed budynkiem szpitala. Ludzie wychodzili i wchodzili do budynku. Czułam w sobie obojętność  i złość  Miałam jej mnóstwo. Tylko że ta złość była też obojętna . Po chwili zaczęłam krzyczeć . Tak głośno , że echo poniosło mój krzyk parę mil dalej.
Łzy skapywały po policzkach, a razem z nim mój makijaż, moja miłość , mój brat, i moje życie.
-Twoja złość z pewnością mu  nie pomoże – znajomy głos dochodził do mych uszu, tak bardzo chciałam aby sobie poszedł.
-Nie obchodzi mnie to – odrzekłam z powagą.
-Przestań pieprzyc Miranda. Zachowujesz się w tym momencie bardzo egoistycznie. Nie myśl tylko o sobie.
-Jak śmiesz.
-Co jak śmiem ? Twój brat leży w szpitalu stracił pamieć  nie ma pewności nawet, że nazywa się tak jak mu mówią. A ty się wściekasz bo, co? bo cię nie przytulił, bo się tobą nie zainteresował ? Śmieszna jesteś. Powinnaś go wspierać. Powinnaś próbować zburzyc  mur który on postawił. Nie kopie się leżącego, a ty to właśnie robisz. Bo Kamil leży, na samym początku swojego nowego życia. Zrozum to wreszcie, on nigdy nie wróci do tego co było przed wypadkiem. Krzyczysz że, cię zostawił, że przecież miał ciebie. Ale coś go skłoniło, coś stanęło mu na przeszkodzie porozmawiania z tobą…Może poszukaj tu odpowiedzi, a nie w jego pustej pamięci.   . I jeszcze jedno , dlaczego obwiniasz go za to , że  Alicja go zdradziła ze mną ?
-Nie obwiniam go za to
-Obwiniasz
-Nie, obwiniam go za to, że mi o tym nie powiedział
-Miranda Chryste panie! A może , to nie było dla niego Proste. Może wstyd mu było że został oszukany przez kobietę ! Czasem, jest nam bardzo trudno mówić o niektórych rzeczach. Każdy ,ma gdzie indziej postawioną granicę. Inni , nigdy się z nią nie stykają, ale są też tacy, którzy są na jej styku.  miałem kiedy dowiedziałem się , że jest dziewczyną twojego brata, to nie wstyd, że zdradziłem najlepszego przyjaciela, Ale smutek, że już więcej nie usłyszy ode mnie komplementu . A to oznacza, że  przekroczyłem granicę. I o mały włos, nie zniszczyłem najlepszej rzeczy jaka mi się w życiu przytrafiła.
Uważaj Miranda, bo jeszcze chwila,   a odczujesz tę samą stratę ale podwójnie. –Boże , stałam tam w osłupieniu. Plecy Kamila oddalały się od miejsca naszej rozmowy. Nie mogłam złapać tchu. Oczy zaszły mi łzami . Podeszłam do jednej z ławek, lekko siadając ukryłam twarz w dłoniach. Ta prawda bardzo bolała. Ale należało mi się. Wszystko ja zepsułam, wszystko. Wziełam do ręki garstkę kamyków wypełniających drogę przed wejściem, i  z całej siły rzuciłam nimi o ławkę na której siedziałam, popatrzyłam ze łzami w oczach na szpital i pobiegłam, jeszcze nie wiedząc dokąd.


sobota, 25 maja 2013

Rozdział 10


Rozejrzałam się po korytarzu, postanowiłam poszukać mamy i Kamila.
Nie było to trudne, przez szybę zauważyłam jak mama pali przed szpitalem, a Kamil siedzi na murku.
-Mamo ? Chciałabym cię prosić , abyśmy się nie kłóciły chociaż teraz, w tej sytuacji, nie powinnyśmy.
-Wiem, wiem. – podeszła do mnie i przytuliła, był to lekki uścisk, ale jednak był, a to był już krok w przód.
-Rozmawiałam z lekarzem.
-Ja też.
Po  krótkiej rozmowie, wymianie znaczących spojrzeń, udaliśmy się do budynku w którym mieścił się szpital.
Ja siedziałam na krześle od zewnątrz. Kamil po środku, a mama koło niego. Patrzyłam się na drzwi stojące naprzeciw mnie, i ciągle zadawałam sobie pytania, dlaczego ?
Oczy zaczęły wilgotnieć a ciało drżeć. Poczułam na swoich plecach czyjś uścisk . Był mocny, i ciepły. Ciało zaczęło jeszcze bardziej drzeć z podniecenia, i prądu który przepłynął przez mój kark. Szybko , wyrwałam się  z jego objęć  i podeszłam do drzwi. Nie mogłam już usiedzieć na miejscu . Nacisnęłam na klamkę, i weszłam tam. Widziałam jak mama wstała ale zaraz usiadła.
-Przepraszam…- wyjąkałam, widząc, wcześniej poznanego mężczyznę  siedzącego przy łóżku, dalej nieobecnego brata. –Błagam cię powiedz coś do mnie, potrzebuje Cię rozumiesz, mów do mnie! Jesteś moim bratem! Ja cię potrzebuje, rozumiesz?! Mów!
-Chodź, chodź.
-Zostaw mnie!
Wyszliśmy przed salę, a ja nadal nie mogłam zapanować nad swoim ciałem. Miałam dość.
-Proszę państwa, chłopak chciał popełnić samobójstwo, nie wymagajcie od niego aby wrócił do dawnego ja.
-Kamil , to była Alicja prawda ? – wiem, że to nie kulturalnie tak wchodzić komuś w słowo, ale , od jakiegoś momentu , uświadomiłam sobie , że nie wiem dokładnie o którą dziewczynę chodzi. Kamil patrzył na mnie nieobecnym wzrokiem, nic z tego już nie rozumiem. Nie patrząc na lekarza, ani rodzinę, otworzyłam drzwi do Sali i weszłam.
-Pokłóciliście się o Alicję, prawda ? Ten dzień, kiedy przyszedłeś do mnie , kiedy rozmawialiśmy całą noc, kiedy mówiłeś że zerwaliście. To było kłamstwo . Chciałeś mi powiedzieć  prawdę, ale nie wiedziałeś jak tak ?
-Pani Mirando, on nic nie pamięta.
-Nieprawda, on tylko udaje, kłamie tak jak zawsze, on kłamie!


środa, 1 maja 2013

Rozdział 9


Stałam na wprost jego Trzęsłam się jak galareta.
-Nie kłóćmy się chociaż teraz. To nie jest dobry moment. Chodźmy ,może już coś wiadomo.
Zbliżając się do głównego holu zauważyłam, że drzwi jednej z sal, powoli się uchylają. Po chwili wyłoniła się z nich postać mamy.
-I co, co z nim ? – zapytałam drżącym głosem. Mama spojrzała na mnie swoimi zapłakanymi oczami, krzyknęła o boże, i poszła.
Lekko uchyliłam drzwi, i zajrzałam do Sali , obawiałam się najgorszego, w tym momencie nie myślałam realnie.
-Czy wie pan jak się pan nazywa ? – lekarz, zadawał banalne pytania mojemu bratu , typu jakiś dziś dzień, czy wie gdzie teraz jest i tym podobne .
-A jaki dziś miesiąc ? –Rafał , pokręcił przecząco głową –a mi zrobiło się słabo. Podbiegłam do jego łóżka, złapałam go za rękę i zapytałam – Błagam cię, powiedz coś.
-Kim ona jest ?
-Niech pani pójdzię ze mną- tym razem lekarz zwrócił się do mnie
-Nie, Rafał, błagam Cię, powiedz mi że wiesz kim jestem.
-Nie, wyjdź stąd, wszyscy stąd wyjdźcie. – Rafał, odwrócił się na bok, i patrzył tępo w ściane.
Nawet najgorszemu wrogowi nie życzę, tego co ja w tym momencie przeżywałam. Patrzył się na mnie takimi pustymi oczami, serce krajało się na pół.
-Twój brat, doznał niedotlenienia mózgu. Po zarzyciu tabletek stracił przytomnośc. Tlen przestał dochodzic  do mózgu.  Skutkiem tego, jest zanik pamięci, możliwe że to tylko przejściowy stan, i jutro , po jutrze, za miesiąc wszystko wróci do normy. Niestety nie jestem psychiatrom ani psychologiem, aby to stwierdzic. Również , mam przypuszczenia, iż twój brat ma depresje możliwe że miał ją już przed wypadkiem. I to go skłoniło do targnięcia się na własne życie, ale to dopiero oficjalnie stwierdzi psychiatra. –Byłam w szoku, to wszystko do mnie nie docierało. Nie wiedziałam co ja mam teraz robic . Wszystko diametralnie się zmieniło , nic już nie było takie samo. Nic już nie miało sensu.
-Kamil poszukaj mojej mamy. Proszę Cię.
-Jasne, mogę ci jakoś jeszcze pomóc ? –Pokręciłam przecząco głową i spróbowałam jeszcze raz pogadac z Rafałem.  Po wejściu do Sali, zobaczyłam chłopaka który nie wyglądał jak ktoś kogo znałam prawie 17 lat. Leżał , taki nieobecny.
-Braciszku –położyłam rękę na jego ramieniu i lekko nim potrząsnełam. Jednak on wyrwał się z tego gestu, szarpnął ramieniem. I wrócił do dalszego gapienia się w ściane.
Wstałam, dotknęłam jeszcze Raz jego ramienia, i odeszłam, delikatnie zamknęłam drzwi. Korytarz był pusty, niebieskie ściany, wcześniej nie widoczne, teraz raziły mnie po oczach. Osunęłam się na ziemie, a łzy spływały po policzkach, nie starałam się ich ukryc. Ukryłam twarz w dłoniach, i czekałam , czekałam aż w końcu obudze się z tego koszmaru. Który powoli zamieniał się w piekło bez wyjścia. 
-Proszę być dobrej myśli. Trzeba Wierzyc, jeśli pani nie uwierzy , on tym bardziej . – Podniosłam twarz z kolan, nade mną stał mężczyzna, zadbany, o ciemniejszej karnacji. Podał mi rękę i przedstawił się .
-Miranda
-Jestem psychiatrom . Porozmawiam z twoim bratem, później chciałbym zamienic pare słów z tobą, i twoim kolegom, którego wcześniej widziałem.
-Oczywiście. Proszę mu przekazac, że mimo wszystko zawsze  byłam i będę jego siostrą.
-Oby tak dalej. – ciepło się uśmiechnął , i nacisnął klamkę